No 13 (2006)

ER(R)GO nr 13 (2/2006) - przestrzenie i mapy


ER(R)GO nr 13 (2/2006) - przestrzenie i mapy

Er(r)go,
przestrzeń, przestrzenie, terytoria, granice – w tym numerze przede wszystkim podporządkowane miastu oraz, w jednym ze szkiców – także miasteczku, a dokładniej żydowskiemu sztetl. W tych miejskich przestrzeniach i między nimi przewijają się rozmaite wątki – czasem w centrum zainteresowania autorów, czasem tylko jako napomknięte motywy, ledwie wskazane furtki otwierają-ce możliwość dalszej wycieczki. A więc przestrzeń i czas: czas mityczny, niezmienny, który nadaje przestrzeni wymiar uniwersalny, ale także czas hybrydyczny, mieszający przeszłość i teraźniejszość, który do przestrzeni wprowadza zamęt i chaos. I to, co przestrzeń porządkuje – mapy: mapy mentalne, mapy pamięci (także przestrzeni już nieistniejących), mapy przestrzeni zapamiętanej, mapy jako nadzór i inwigilacja przestrzeni. Przede wszystkim jednak miasto: miasto – miejsce samotności, miasto – oaza pośród ziemi jałowej, miasto – fort obronny przeciw wrogiemu światu i przeciw złu, ale też miasto jako źródło zła skierowanego do wewnątrz. Miasto graniczne, określające tożsamość cywilizacyjną i miasteczko w roli strażnika indywidualnej pamięci. Miasto jako przestrzeń stotalizowana, mówiąca jednym głosem i miasto wielogłosowe, heteroglotyczne. Miasto jako przestrzeń błąkania się i błądzenia, i miasto jako przestrzeń symboliczna, zaludniona przez duchy przeszłości. Miasto jako trajektoria ciała i miasto jako przestrzeń spotkania ciała i maszyny, człowieka i technologii. Miasto jako przestrzeń kobiety. Miasto – nie-miejsce, wykraczające poza siebie i roztopione w przestrzeni wirtualnej i miasto – cyberpolis odcieleśnione i wyzwolone z materialności; ale także bliżej ziemi: miejskie dziewczyny, miejski konsumeryzm, miejski dyskurs maskulinistyczny, miejski seks, miejskie flanerie. Jak zwykle też flanerie w „variach – kontynuacjach – antycypacjach” oraz w „przekładach”, czyli szkice nawiązujące do problematyki poruszanej wcześniej i wybiegające w przyszłą.

Wydawniczy chochlik / chochoł znów pokazał swe możliwości. W numerze 11. przekład znakomitego szkicu Slavoja Žižka winien był zawierać graficzne schematy ilustrujące wstępne fragmenty wywodu. Chochoł pominął te ilustracje i – przeceniając chyba przestrzeń naszej wyobraźni – wpisał po prostu: SCHEMAT 1… 2… 3… 4. Przepraszając Autora, Tłumacza i Czytelników za tę usterkę zniekształcającą tekst, zamieszczamy go ponownie w całości.

Wojciech Kalaga